English English
7 tysięcy firm, blisko 3 miliony zatrudnionych
Zakładki 1

Wyszukiwarka

Strona główna Aktualności
Zakładki 3
zakladki_video

Aktualności

DRUKUJ

W Warszawie zakończył się III Kongres Szpitali Prywatnych

16-05-2013

Pozycja szpitali prywatnych na konkurencyjnym rynku, opieka transgraniczna oraz problemy placówek medycznych związane z publiczną pomocą były głównymi tematami zakończonego w Warszawie III Kongresu Szpitali Prywatnych zorganizowanego przez Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej oraz Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Prywatnych.

 

Kongres zdominowały kwestie dotyczące równości publicznych i prywatnych szpitali oraz szansy na rozwój polskiego rynku ochrony zdrowia. Związana jest ona z dyrektywą unijną, dotyczącą możliwości leczenia się mieszkańców Europy w dowolnym kraju należącym do Unii Europejskiej.

 

Opinie większości uczestników Kongresu nie dają złudzeń – prywatne szpitale są traktowane jak jednostki drugiej kategorii. Prof. Paweł Buszman, Przewodniczący Rady Nadzorczej American Heart of Poland, podkreślił, iż nierówne traktowanie publicznych i prywatnych podmiotów zaczyna się już na poziomie wymogów związanych z konkursami na świadczenia medyczne, które okazują się korzystne dla molochów. – Wymogi te, trudne do spełnienia przez szpitale prywatne, kształtowane są przez ludzi zatrudnionych w publicznych placówkach, co jest ewidentnym konfliktem interesów – powiedział profesor. W jego opinii, choć często oferty publicznych szpitali nie spełniają podstawowych wręcz kryteriów, to jednak okazują się lepsze od tych składanych przez prywatne placówki, których oferty są sprawdzane dużo dokładniej i odrzucane pod byle pretekstem.

 

Jak twierdzi profesor Buszman, nie należą do wyjątków sytuacje, kiedy to duże publiczne podmioty podpisują kontrakty poza zwykłym trybem konkursowym, i to na 5–6 lat. Warunki kontraktowania są nie tylko ustawiane pod konkretną placówkę, lecz także często okazują się po prostu nielogiczne, blokują nowoczesne, lepsze dla pacjenta rozwiązania i tańsze dla NFZ. To wszystko rodzi niepotrzebne wydatki, które musi ponosić system. – Projekt, który zakłada, iż to nie NFZ będzie decydował o tym, komu dać pieniądze, może być ciekawym rozwiązaniem, ale tylko pod warunkiem że w komisjach będą reprezentowani prywatni przedsiębiorcy – powiedział profesor, który odniósł się także do kwestii współpracy inwestycyjnej w formule PPP. – W wielu miejscach współpraca z samorządami przebiega wspaniale, ale w formule PPP nie da się wybudować żadnego szpitala. Nie ma bowiem szans na to, by przy obecnej marżowości usług medycznych biznesplan mógł się spiąć, w sytuacji gdy po 20–30 latach od wybudowania placówki ma ona przejść na własność samorządu – powiedział profesor. Czy są zatem możliwe odważne kroki inwestycyjne? – Bardzo duże – nie, ale można inwestować w małe szpitale – powiedział prof. Buszman.

 

Równie krytycznie do aktualnej sytuacji związanej z traktowaniem prywatnej ochrony zdrowia w Polsce wypowiedział się wiceprezes OSSP, właściciel szpitala jednego dnia w Bielsku-Białej Krzysztof Macha. – Bez wątpienia znajdujemy się w sytuacji kryzysowej. Nasz sektor jest permanentnie atakowany, obwinia się nas za wszelkie zło – powiedział Macha. – Być może odpowiedzią na pytanie o to, dlaczego tak się dzieje, jest fakt, iż decydenci zajmujący się w Polsce ochroną zdrowia wywodzą się z sektora publicznego – dodał wiceprezes OSSP.

 

Z opiniami środowiska prywatnej ochrony zdrowia nie zgodziła się Prezes NFZ Agnieszka Pachciarz. – Narodowy Fundusz Zdrowia nie podejmuje żadnych decyzji, które prowadziłyby do nierównego traktowania podmiotów publicznych i prywatnych – powiedziała Prezes Pachciarz. – Co więcej, NFZ z uwagą wsłuchuje się w głos przedstawicieli prywatnego rynku medycznego. Liczy także na współpracę tego sektora przy wycenie świadczeń medycznych oraz wprowadzaniu dyrektywy transgranicznej – dodała Pani Prezes.

 

Zasiadający w panelu Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia Aleksander Sopliński zgodził się z tym, że nierówność podmiotów w kontraktowaniu usług medycznych jest faktem. Jego zdaniem winę za to ponosi brak niezależnych regulatorów, którymi są dziś Ministerstwo Zdrowia oraz NFZ. Uczulał jednocześnie na to, by zmienić myślenie na temat państwowej i prywatnej ochrony zdrowia. – W Polsce mamy publiczną ochronę zdrowia, której poszczególne jednostki różni od siebie tylko organ właścicielski. Jest nim głównie  samorząd – powiedział Sopliński. Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia Sławomir Neumann także podkreślił, iż niezależnie od formy własności podmioty znajdujące się na rynku ochrony zdrowia muszą mieć te same prawa i obowiązki. Zapowiedział też rozmowy na temat dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, bo „nigdzie nie jest zapisane, że w Polsce wszystko w ochronie zdrowia jest za darmo”. Wiceminister zapowiedział przeniesienie części procedur z lecznictwa szpitalnego do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, a także poinformował uczestników Kongresu o trwających pracach nad ustawami o szpitalach klinicznych, o zdrowiu publicznym, o badaniach klinicznych oraz o konsultantach. Odniósł się także do trwających dyskusji na temat reformy NFZ, ale potwierdził, że prace nad nią zostały wstrzymane „do jesieni”. – W sprawie reformy NFZ liczę na konsultacje Pracodawców RP – powiedział Wiceminister Neumann.

 

– Pracodawcy RP już powołali grupę ekspertów, która ma opracować alternatywną propozycję zmian systemu ochrony zdrowia – odpowiedział Wiceprezydent Pracodawców RP Andrzej Mądrala, przypominając, że reforma NFZ miała być tematem jednego z paneli Kongresu. – To, że prace nad projektem ustawy zostały wstrzymane, jest bardzo złym znakiem, bo już dziś musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, jak powinien wyglądać system ochrony zdrowia za 5, 10, 15 lat – powiedział Andrzej Mądrala, podkreślając, że zmiany w systemie ochrony zdrowia są niezbędne.


Filip Domański z Ministerstwa Zdrowia przypomniał o zasadach funkcjonowania krajowych punktów kontaktowych. – Ich zadaniem nie jest wskazywanie konkretnych jednostek medycznych, w których potencjalni pacjenci mogą się leczyć, lecz informowanie o tym, na jakich to się może odbyć zasadach, a także o standardach jakości, bezpieczeństwa, ubezpieczeń od odpowiedzialności medycznej, o lekarzach – czy mają prawo wykonywania zawodu – powiedział Domański. Podkreślił fakt, że liczba ewentualnych pacjentów z zagranicy nie zależy od polskiego Ministerstwa Zdrowia, lecz od regulacji prawnych państw, z których ci pacjenci będą pochodzić. – Jeśli kraje te będą stawiać bariery, nic na to nie poradzimy – powiedział Domański.


Do jego wypowiedzi odniósł się Robert Mołdach. – Podstawową informacją w krajowych punktach kontaktowych powinna być jakość i bezpieczeństwo świadczonych przez dane podmioty usług, bo one są fundamentem opieki zdrowotnej – powiedział Mołdach. – Tymczasem dziś kwestią tą nikt się nie interesuje. Jak zagraniczny pacjent ma zostać zachęcony do skorzystania z naszych usług, skoro Polska nie dostarcza żadnych informacji dotyczących miar jakości, których jest przecież kilkaset?! To powinno być podstawowym obowiązkiem rządu – dodał ekspert Pracodawców RP.


W ostrych słowach skomentował aktualną sytuację prywatnych szpitali prezes OSSP Andrzej Sokołowski. – Sektor publiczny jest chroniony przez polityków – powiedział prezes. Poparł go Robert Mołdach, ekspert gospodarki zdrowotnej Pracodawców RP. – Jakość świadczonych usług musi być najważniejszym wyznacznikiem każdej z placówek. Tymczasem ciągle nie możemy się doczekać informacji o tym, jaka ta jakość jest w szpitalach publicznych. Musi być wola polityczna, by powiedzieć pacjentowi, że są szpitale gorsze i lepsze. A z tym jest dramatyczny problem – powiedział Mołdach.

 

Podczas dyskusji panelowej głos zabrały także senator Helena Hatka oraz posłanka Beata Libera-Małecka. Zdaniem Hatki zapomina się o tym, że głównym rozgrywającym na rynku usług medycznych jest pacjent, który płaci za świadczenia zdrowotne. I to ten pacjent domaga się zmian, które są w jej opinii nieuchronne. Senator Hatka zaapelowała jednocześnie o jak najmniejsze ręczne sterowanie polityków i urzędników rynkiem ochrony zdrowia.

 

– Aby na rynku była konkurencja, wszystkie jednostki lecznicze powinny mieć jednakowe prawa i obowiązki, a dziś tego nie ma – powiedziała dobitnie Beata Libera-Małecka. Jej zdaniem musi być zapewniona ochrona inwestycji i kontraktów. – Dziś mamy monopolistę. Może warto się zastanowić, czy nie tworzyć jednorodnych grup świadczeniodawców, i ocenić ich potencjał rozwoju. Wtedy dostępność do środków publicznych byłaby transparentna. Najlepsi powinni mieć najwyższy kontrakt – powiedziała posłanka. Poruszyła także coraz bardziej palący problem dotyczący demografii. – Czeka nas rewolucyjna zmiana. Polacy żyją coraz dłużej, co rodzi poważne wyzwania, przede wszystkim w obszarze opieki społecznej – powiedziała posłanka. – Zmienią się zarówno profil leczenia, jak i same jednostki chorobowe. Dlatego już dziś należy przygotować strategię na 5, 10 i 15 lat. Czas na debatę ekspercką z politykami, bo bez nich niewiele da się zmienić – dodała Libera-Małecka. – Ciągle czekamy na twardego polityka, który powie, co i jak chce zrobić. Na razie cały czas mówimy sami do siebie – odpowiedział jej Prezes Sokołowski.

 

Sławomir Neumann odniósł się do kwestii dyrektywy zezwalającej na leczenie się Polaków w krajach UE i refundacji tych kosztów przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Wiceminister stwierdził, że może to oznaczać mniej środków na leczenie pacjentów w kraju. Wyraźnie podkreślił też fakt, iż w budżecie NFZ nie ma dodatkowej puli pieniędzy na leczenie pacjentów za granicą. Zaznaczył, że może to doprowadzić do sytuacji jeszcze większego wydłużenia się kolejek do świadczeń w Polsce. Dodał, iż jego zdaniem nie trzeba wyjeżdżać za granicę, jeśli w Polsce dane świadczenie jest dostępne „w rozsądnych terminach”.


W czasie Kongresu poruszono także bardzo palącą i jednocześnie niezwykle perspektywiczną kwestię szeroko rozumianej opieki transgranicznej. – Chcemy rozpocząć dyskusję na tym, jaką rolę może odegrać polski prywatny sektor ochrony zdrowia na globalizującym się rynku usług zdrowotnych – powiedział prowadzący tę część Kongresu Piotr Gerber, właściciel EMC Instytut Medyczny.

 

Paolo Giordano, sekretarz generalny Europejskiej Unii Szpitali Prywatnych, powiedział o szansach płynących z dyrektywy unijnej, którą kraje wspólnoty powinny implementować do października tego roku. – Główną korzyść odczują oczywiście pacjenci, którzy będą mieli swobodę w poszukiwaniu najlepszej ich zdaniem placówki medycznej – powiedział sekretarz generalny. Podkreślił przy tym równość wszystkich podmiotów mogących się starać o zagranicznych pacjentów oraz fakt, iż – wbrew krążącym opiniom – transgraniczna opieka zdrowotna będzie miała bardzo mały wpływ ekonomiczny na budżety poszczególnych krajów. Zły sygnał stanowi natomiast spore opóźnienie we wdrażaniu dyrektywy. – Szansa na jej terminowe wdrożenie jest niewielka, bowiem w żadnym kraju nie działają jeszcze punkty informacyjne – przyznał Giordano, zwracając także uwagę na poważny problem związany ze zdefiniowaniem jakości świadczeń usług medycznych i jej standaryzacją.


– Czeka nas bardzo dużo pracy nad tym, by zaimplementować unijną dyrektywę – przyznała Wiesława Anna Kłos, Zastępca Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia ds. finansowych. – Umożliwienie swobodnego przepływu pacjentów da szansę podmiotom medycznym na zdobycie dodatkowych środków. Czy to jednak spowoduje, że zmniejszą one swój nacisk na NFZ co do poziomu kontraktów? Raczej nie – powiedziała Wiesława Anna Kłos. Dużym zagrożeniem dla finansów w NFZ może być nierównomierna migracja chorych. – Największa będzie zapewne ta z nadgranicznych miejscowości. I to ci pacjenci będą się ubiegać o zwiększenie refundacji – powiedziała Kłos. – Dyrektywa wymusi na nas konieczność wyodrębnienia części naszego budżetu, a to z kolei obniży poziom kontraktów – dodała. Zaznaczyła przy tym, że wbrew obiegowym opiniom NFZ nigdy nie wypowiadał negatywnych opinii o wchodzących już niedługo przepisach, choć jej zdaniem wypływ środków z Funduszu będzie „dość znaczny”. Podkreśliła jednocześnie, że nowe przepisy spowodują konieczność zwiększenia zatrudnienia w NFZ oraz wdrożenia systemów informatycznych.

 

– Fundamentalnie nie zgadzam się z argumentami dotyczącymi wyjazdów pacjentów za granicę – powiedział Mołdach. – Być może inaczej widzę rolę państwa, które moim zdaniem ma wspierać gospodarkę, a nie głównie zajmować się wypływem środków. W tym przypadku powinny się liczyć jakość i bezpieczeństwo usług medycznych. Tego wymagam także od innych. Tymczasem w pracy legislacyjnej rządu nie widzę ustawy o jakości usług medycznych – dodał Mołdach.


– Polityka europejska związana z dostępem pacjentów do leczenia to proces nieodwracalny, ale długotrwały, który niesie ze sobą wiele szans – powiedział Marek Zygmunt z Uniwersytetu w Greifswaldzie, przedstawiając aspekty dyrektywy transgranicznej z punktu widzenia niemieckiego świadczeniodawcy i jego współpracy z zagranicznymi płatnikami. – Z badań wynika, że aż 40 proc. Polaków nie jest zadowolonych z opieki zdrowotnej w swoim kraju – to ważna informacja, bowiem potencjalnie mogą być oni leczeni właśnie w Niemczech – powiedział Zygmunt. Zauważył jednak, że pacjenci nie korzystają dziś gremialnie z możliwości, jakie dają im zagraniczne placówki ochrony zdrowia. Barierami są niewystarczająca znajomość języka i brak szczegółowej informacji, gdzie i co można wyleczyć.

 

Wiceprezes OSSP dr Zbigniew Kowalczyk próbował odpowiedzieć na pytanie, czy polskie szpitale mają szansę na przyjęcie zagranicznych pacjentów. – Mocną stroną naszych placówek jest przede wszystkim różnica w cenach zabiegów między Polską a innymi krajami UE, a także porównywalne wyposażenie placówek, nowoczesne procedury zabiegowe i dobrze wykształcony personel, a także wysoką ocenę polskich lekarzy pracujących za granicą – powiedział dr Kowalczyk. – Nie bez znaczenia jest także inne postrzeganie naszego kraju po Euro 2012 – dodał wiceprezes OSSP. Z kolei słabymi stronami są w głównej mierze brak doświadczenia szpitali i brak sprawnej organizacji świadczeń, centralnego programu promocji turystyki transgranicznej oraz pomocy ze strony Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Gospodarki. W opinii Marka Rydzewskiego, Dyrektora AOK Nordost – który przedstawił możliwości rozwoju transgranicznych usług medycznych z perspektywy niemieckich kas chorych AOK – dyrektywa nie doprowadzi do masowego napływu niemieckich pacjentów do polskich szpitali.

 

Uzupełnieniem tych wypowiedzi była prezentacja Steffena Flessy z Uniwersytetu w Greifswaldzie, który przedstawił ekonomiczne aspekty transgranicznej opieki zdrowotnej, ze szczególnym uwzględnieniem jej projektowania na pograniczu polsko-niemieckim. W jego opinii granica zawsze oznacza większe koszty, obniżenie jakości i wydłużenie dotarcia do szpitala.

 

Uczestnicy Kongresu poruszyli także inny gorący problem, związany z pomocą publiczną w sektorze ochrony zdrowia. Adwokat dr Michał Barczewski z SCBP Adwokaci Spółka Partnerska w Sopocie przedstawił istotę wyroku ETS dotyczącego tej kwestii, natomiast wiceprezes OSSP Adam Rozwadowski przypomniał uczestnikom definicję pomocy publicznej oraz to, na jakich zasadach jest ona przyznawana. – Ta kwestia pojawiła się wraz z naszą akcesją do UE w 2004 r. Już wtedy mówiono, by nie ruszać tego drażliwego tematu, bo może on wywrócić cały system polskiej opieki medycznej – powiedział Rozwadowski. Podczas swego wystąpienia przedstawił dane, z których wynika, że tylko w ubiegłym roku Ministerstwo Zdrowia przyznało placówkom medycznym ponad 644 mln zł dotacji celowych na wydatki majątkowe, a sam Mazowiecki Urząd Marszałkowski przeznaczył na szpitale publiczne w sumie blisko 301 mln zł. Komentując te dane, podkreślił fakt nierówności dostępu do kapitału oraz nierówności konkurencji, bowiem szpitale prywatne nie otrzymują żadnej dotacji z budżetu państwa. Szpital prywatny musi do ceny usługi doliczyć koszt zakupu sprzętu medycznego, wybudowania infrastruktury, zaś publiczny otrzymuje to bezpłatnie. Zapowiedział, że OSSP zwróci się o wyjaśnienia w tej sprawie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.