English English
7 tysięcy firm, blisko 3 miliony zatrudnionych
Zakładki 1

Wyszukiwarka

Strona główna Aktualności
Zakładki 3
zakladki_video

Aktualności

DRUKUJ

Kłopoty nie muszą oznaczać bankructwa

15-05-2015

Dziś rzeczywistość polskich przedsiębiorców jest taka: skutkiem kłopotów zazwyczaj jest likwidacja firmy. Bankructw można by jednak często uniknąć, gdyby nie niedoskonałe prawo restrukturyzacyjne. Niemniej to właśnie się zmienia. Czy spowoduje to, że w Polsce częściej się będzie sięgać po postępowanie naprawcze?

 

Nowe prawo restrukturyzacyjne, nad którym prace trwają od trzech lat, jest już na ostatniej prostej. Lada dzień ustawa zostanie uchwalona i wyląduje na biurku Prezydenta – będzie czekać już tylko na jego podpis. Zapisy mają wejść w życie od nowego roku. W ramach cyklu Spotkania na Brukselskiej w siedzibie Pracodawców RP odbyła się więc dyskusja o tym, co nowe przepisy zmienią w polskiej rzeczywistości gospodarczej.

 

Czekają nas prawdziwie rewolucyjne zmiany – mówi Monika Swaczyna ze stowarzyszenia Młodzi Reformują Polskę. Chodzi głównie o podejście do prawa upadłościowego i naprawczego. – Generalnie zmiany zmierzają ku temu, by kłopoty firmy nie oznaczały jej końca. Owszem, bankructwa to w gospodarce zjawisko zupełnie normalne, które ją oczyszcza i chroni innych uczestników rynku, ale u nas sięga się po nie zbyt często – i to z efektem, który trudno nazwać optymalnym.

 

Obecnie obowiązujące przepisy niestety nie sprzyjają poszukiwaniu rozwiązań, które służyłyby restrukturyzacji, a nie zamykaniu firm. Podczas gdy w europejskich krajach najpierw sięga się po postępowanie naprawcze, w Polsce zazwyczaj dochodzi od razu do upadłości. Warto przy tym zaznaczyć, że ze względu na niedoskonałość przepisów w wielu wypadkach są to upadłości nierejestrowane. W skali całego kraju liczba wniosków o ogłoszenie upadłości to zaledwie 27 tys. w ciągu sześciu lat. Dla porównania – w Niemczech jest to 45 tys.

 

W efekcie w Niemczech, gdy już dochodzi do problemów, wierzycielom udaje się odzyskać ok. 83 proc. należności, w Polsce zaś wskaźnik ten wynosi zaledwie 57 proc., i to przy znacznie wyższym koszcie. U nas stanowi on bowiem 15 proc. masy upadłościowej, a w Niemczech – zaledwie 8 proc. U naszych zachodnich sąsiadów sam proces następuje też dużo szybciej i średnio trwa 1,2 lata. W Polsce na jego przeprowadzenie trzeba czekać aż 3 lata. Co istotne, po postępowania naprawcze, które dają wierzycielom większe szanse na odzyskanie majątku, w naszym kraju praktycznie się w ogóle nie sięga. W 2011 roku przeprowadzono ich zaledwie 31, przy czym większość z nich i tak ostatecznie kończy się bankructwem.

 

Do tego dochodzi stygmatyzacja przedsiębiorców, którzy po sięgnięciu po narzędzia restrukturyzacyjne uznawani są przez partnerów za niewiarygodnych. W efekcie dochodzi do utraty kontraktów. W Stanach Zjednoczonych jest dokładnie na odwrót. Dopiero partnera, który ma za sobą 3–4 postępowania naprawcze, uznaje się za wiarygodnego. Wychodzi się bowiem z założenia, że taki przedsiębiorca ma na tyle dużo doświadczenia, by nie popełniać więcej błędów – zwraca uwagę Monika Swaczyna.

 

Osobny problem stanowi stopień skomplikowania polskich procedur. W praktyce polski przedsiębiorca nie jest w stanie sam, bez pomocy prawnika, wypełnić w razie potrzeby stosownych wniosków w sprawie postępowania naprawczego.

 

To wszystko ma jednak ulec zmianie. Procedury mają być prostsze, szybsze i tańsze, a głównym ich celem ma być takie działanie, by uratować jak najwięcej firm, które popadają w kłopoty, i pozostawić je w obrocie gospodarczym. Z korzyścią nie tylko dla nich samych i ich pracowników, lecz także dla wierzycieli.

 

Mówi się czasem, że gospodarka bez bankructw to jak chrześcijaństwo bez piekła. Ale trzeba pamiętać, że jest jeszcze czyściec – i u nas często się o tym zapomina. Obowiązujące prawo nosi nazwę upadłościowego i naprawczego, a postępowań naprawczych praktycznie nie ma. Tracimy na tym niestety wszyscy, toteż zmiany są niezbędne – zwraca uwagę prof. Elżbieta Mączyńska, Kierownik Zakładu Badań nad Bankructwami Przedsiębiorstw w Szkole Głównej Handlowej oraz Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

 

Maciej Geromin z Instytutu Allerhanda, który pracował nad nowymi przepisami w Ministerstwie Sprawiedliwości, przekonuje, że nowa ustawa sprzyjać będzie postępowaniom naprawczym. Ścieżek postępowania w razie problemów będzie kilka: od postępowań, w których sąd pełnić ma w praktyce rolę instancji zatwierdzającej jedynie układy firm z wierzycielami, aż po sytuacje, gdy tak jak obecnie ogłaszać będzie bankructwo i dzielić majątek pozostały po przedsiębiorstwie. Ograniczeniu mają ulec przywileje instytucji, które mają wierzytelności publicznoprawne. Nowa ustawa zakłada, że w przy upadku firmy w pierwszej kolejności zaspokajani będą pracownicy. Zaległości wobec ZUS będą zaś  realizowane tylko do trzech lat wstecz.

 

Generalna zasada jest taka, że w pierwszym rzędzie nacisk kładziony będzie na restrukturyzację, a im firma będzie mieć większe kłopoty, tym więcej będzie nadzoru – nie tylko ze strony sądu, ale również jej wierzycieli. Chodzi o to, by uzyskali oni wpływ na działania naprawcze i mogli odzyskać więcej lub wręcz wszystko, ale za to w dłuższym czasie. Powinno być mniej sytuacji, w których uśmierca się firmy, gdy jest szansa, że staną na nogi ­– informuje.

 

Kolejna istotna zmiana polega na tym, że syndyk zmienić się ma bardziej w doradcę restrukturyzacyjnego, i to nie tylko z nazwy. Co prawda wykonywanie tego zawodu nadal wymagać będzie licencji, ale możliwość wejścia do niego zostanie uelastyczniona. Tu zamiar jest taki, by w cały proces bardziej włączyć menadżerów, którzy na co dzień zajmują się wyciąganiem firm z kłopotów.

 

Uczestnicy debaty nie kryją obaw, że wąskim gardłem zmiany okazać się mogą sądy – głównie ze względu na brak doświadczenia i wiedzy ekonomicznej ze strony samych sędziów. – Oni zaś powinni przecież te procesy wspierać, a nie w nich przeszkadzać. Mam jednak obawy co do tego, czy tak się rzeczywiście stanie ­– przyznaje Wojciech Reszka ze spółki Relacje, który zajmuje się restrukturyzacjami przedsiębiorstw. O podobnych obawach mówi zresztą również prof. Elżbieta Mączyńska.

 

Wszyscy mają jednak nadzieję na to, że nowe prawo zadziała zgodnie z zamierzeniami – choć nikt nie oczekuje tego, że pozytywne zmiany nastąpią z dnia na dzień. Innymi słowy,­ gwarancji natychmiastowej poprawy nie ma, ale z czasem na pewno powinno być mniej upadłości. Jeśli już będzie do nich jednak dochodzić, to wierzyciele zaczną odzyskiwać więcej. Zyskać mają na tym gospodarka i rynek – przedsiębiorcy powinni tylko mieć świadomość nadchodzących zmian i możliwości, jakie one stworzą.

 

 

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej zorganizowali debatę w ramach projektu pn. „Utworzenie Centrum Badań i Analiz”, Program Operacyjny Kapitał Ludzki, Poddziałanie 5.5.2. Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

 

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego