English English
7 tysięcy firm, blisko 3 miliony zatrudnionych
Zakładki 1

Wyszukiwarka

Aktualności
Zakładki 3
zakladki_video

Aktualności

DRUKUJ

Brexit a sprawa polska

30-03-2017

Skuteczną strategię i taktykę działania, która może zagwarantować neutralizację negatywnych skutków Brexitu dla Polski, należy budować, opierając się na rozsądku, a nie na nadziei – piszą w dzienniku "Rzeczpospolita" Łukasz Kozłowski i Jacek Olszewski, eksperci Pracodawców RP.

 

Ruszyła już procedura Brexitu i pierwszym tematem negocjacji Wielkiej Brytanii z Unią Europejską ma być kwestia praw i migrantów. Kwestia niezwykle istotna dla Polski i setek tysięcy Polaków pracujących na Wyspach. Niezależnie jednak od tego, jaki będzie wynik tych rozmów, powinniśmy być przygotowani na najgorsze. A nie liczyć na to, że może nie będzie aż tak źle. Skuteczną strategię i taktykę działania, która może zagwarantować neutralizację negatywnych skutków Brexitu dla Polski, należy bowiem budować, opierając się na rozsądku, a nie na nadziei.

 

Brexit a przedsiębiorcy

 

Obawy dotyczące przyszłości polskich obywateli, którzy prowadzą działalność gospodarczą w Wielkiej Brytanii wydają się dziś przesadzone. Polacy założyli w Wielkiej Brytanii ponad 80 tys. firm, z czego ok. trzy czwarte stanowią podmioty w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. W białej księdze opuszczenia UE i ułożenia z nią relacji na nowo, czyli z rządowego dokumentu na temat Brexitu, wynika, iż Wielka Brytania ma zamiar przyjąć cały unijny dorobek prawny do swojego porządku prawnego i dopiero później wprowadzać w nim zmiany. Oznacza to, że na czas samego Brexitu, zatem przez najbliższe dwa lata, reguły gry nie ulegną zmianie. Jeśli ktoś zakładał firmę w Londynie, Cardiff czy Edynburgu, to po Brexicie będzie mógł ją dalej prowadzić, tyle że już według prawa brytyjskiego.
 

Co będzie później – po faktycznym Brexicie – trudno określić. Zakładając jednak, że Londyn zdecyduje się na najbliższe możliwe relacje gospodarcze z UE, to zdecydowana większość przepisów prawa gospodarczego nie ulegnie zmianie. A jeśli nawet, to będą to zmiany na lepsze. Prawo brytyjskie może bowiem zagwarantować przedsiębiorcom działającym na Wyspach Brytyjskich korzystniejsze warunki prowadzenia biznesu. Jest bardzo wątpliwe, żeby Brytyjczycy wypraszali z kraju przedsiębiorców, a przez to pozbawiali się miejsc pracy i wpływów podatkowych.

 

Brexit a bezrobocie

 

Nierozsądnym byłoby nieuwzględnienie w analizie skutków Brexitu dla Polski i Polaków przebywających na Wyspach scenariusza negatywnego w negocjacjach dotyczących przyszłości i praw i migrantów. Spokojni o swoją przyszłość powinni być ci spośród nich, którzy przebywają w Wielkiej Brytanii przynajmniej pięć lat. Pozostali mogą być zmuszeni – nawet nie prawnie, ale poprzez wytworzenie niesprzyjającej atmosfery – do opuszczenia Wielkiej Brytanii.

Na Wyspach przebywa niemal milion Polaków, według szacunków Ministerstwa Rozwoju około 100–200tys. Polaków „mieszkającychw Wielkiej Brytanii zdecyduje się wrócić do kraju. Biorąc pod uwagę pogarszającą się sytuację demograficzną oraz niedobór wykwalifikowanych pracowników, perspektywa powrotu do kraju pracowników z doświadczeniem zdobytym na rynku brytyjskim może być korzystna dla polskiej gospodarki”. Zarówno liczba, jak i argumentacja wydają się być wzięte raczej z kategorii nadziei, a nie rozsądku – bazującego na uwzględnieniu scenariusza negatywnego. Powracający pracownicy będą przyzwyczajeni do zdecydowanie wyższych pensji. Ich oczekiwania finansowe będą nieporównywalne z polskimi pracownikami, którzy nie zdecydowali się na emigrację, czy też z migrantami z Ukrainy. A przede wszystkim z możliwościami polskich firm i przedsiębiorców.

Brakuje precyzyjnych danych dotyczących tego, jaka jest struktura zawodowa Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii. Trudno też ocenić, czy przedstawiciele pewnych kategorii zawodowych byliby bardziej skłonni do powrotu niż przedstawiciele innych. Jednak operując na podstawowym poziomie danych, można pokusić się o pewne prognozy.

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w IV kwartale 2016 r. było w Polsce 318 tys. wolnych miejsc pracy. Teoretycznie więc pracy powinno starczyć dla każdego powracającego. Są to jednak dane oparte na ofertach zgłoszonych do urzędów pracy, mające związek nie tylko z zatrudnianiem nowych pracowników, lecz również rotacją kadr. Monitoring popytu na pracę prowadzony przez GUS – uwzględniający zarówno tworzenie nowych stanowisk, jak i ich likwidację – wskazuje, iż na koniec minionego roku wolnych miejsc pracy było znacznie mniej, bo tylko 78 tys.
 

Niezależnie od tych rozbieżności, pytanie zasadnicze dotyczy chęci i możliwości: czy jest to praca odpowiadająca oczekiwaniom osób powracających z emigracji i czy będą chciały ją podjąć oraz czy mają one kompetencje potrzebne do tego, aby z tej oferty móc skorzystać. Trzeba założyć, że jakiś odsetek z nich nie znajdzie pracy z któregoś z tych dwóch powodów. O ile jest w Polsce stosunkowo dużo wolnych miejsc pracy w przetwórstwie przemysłowym czy handlu, o tyle trudno wyobrazić sobie przeniesienie wszystkich polskich pracowników londyńskiego City do naszego prywatnego sektora finansowego, który ma do obsadzenia – zgodnie z raportami przekazywanymi do GUS – jedynie 1,7 tys. miejsc pracy.
 

Z uwagi na niedostatek danych, przyjmijmy – siłą rzeczy arbitralnie – że np. 75 proc. wolnych miejsc pracy będzie mogło zostać obsadzone przez tych, którzy wrócą, a pozostali zasilą szeregi bezrobotnych. W takiej sytuacji bezrobocie (wedługBAEL) ponownie przekroczyłoby próg 1 mln, natomiast stopa bezrobocia podniosłaby się o 0,2–0,7pkt proc., w zależności od liczby Polaków wracających z Wielkiej Brytanii do kraju. Gdyby więc prognozę tę odnieść do sytuacji na rynku pracy w styczniu br. okazałoby się, że stopa bezrobocia, w wyniku powrotów pobrexitowych, wzrosłaby w tym bardziej pesymistycznym scenariuszu z 5,4 proc., do 6,1 proc. Pamiętać jednak należy, że wartości te mogą być inne – choćby ze względu na fakt, że część z powracających może po prostu „przepakowaćwalizki” i wybrać inny kierunek emigracji.

 

 

Brexit a plan Morawieckiego

 

Brexit może mieć wpływ już na bieżącą perspektywę finansową, chociaż kwestia ta będzie elementem negocjacji Londynu z pozostałymi państwami członkowskimi. Tak zwany rachunek za wyjście, w ramach którego uwzględnia się także wkład Londynu do budżetu UE, może wynieść nawet kilkadziesiąt miliardów euro. Nawet jeśli uda się utrzymać budżet na poziomie zaplanowanym kilka lat temu, nie będzie to możliwe w przypadku perspektywy finansowej na lata po 2020 r. Wpłynie na to nie tylko Brexit, ale też coraz silniejsza presja na głęboką reformę budżetu UE.
 

Cały artykuł jest dostępny tutaj.