English English
7 tysięcy firm, blisko 3 miliony zatrudnionych
Zakładki 1

Wyszukiwarka

Strona główna Aktualności
Zakładki 3
zakladki_video

Aktualności

DRUKUJ

Reprezentatywność związków zawodowych jest potrzebą chwili

03-03-2011

Wielość organizacji związkowych działających w jednej firmie utrudnia, a często wręcz uniemożliwia prowadzenie konstruktywnego dialogu, przez co wypracowanie wspólnego stanowiska staje się często niemożliwe. Pracodawcy RP zorganizowali debatę, podczas której zastanawiano się nad formułą reprezentatywności organizacji związkowych.

 

- Reprezentatywność związków zawodowych jest ważna nie tylko dla nich samych, ale także i dla pracodawców – podkreśliła wiceprezydent Pracodawców RP, Ada Kostrz-Kostecka. Im więcej bowiem podmiotów związkowych przystępuje do rozmów z pracodawcą, tym trudniej wypracować wspólne stanowisko. Tym bardziej że - chcąc zyskać na popularności - niewiele znaczące organizacje związkowe stawiają pracodawcom warunki nie do spełnienia, a szczególnie pojmowana „bezkompromisowość” zbyt często uniemożliwia rozsądny dialog. – Nielegalne spory zbiorowe, akcje protestacyjne i bezprawne strajki z udziałem mediów to sposób zdobywania popularności. Takie działania nie przynoszą chwały ruchowi związkowemu – powiedziała prowadząca debatę ekspert Pracodawców RP, mecenas, dr Monika Gładoch podkreślając jednocześnie, że pracodawcy do współpracy potrzebują odpowiedniego partnera. Dlatego zdaniem Pracodawców RP należy na nowo zdefiniować zasadę funkcjonowania związków zawodowych, a głównym obszarem wymagającym regulacji jest zmiana przepisów dotyczących reprezentatywności związku zawodowego. Na świecie obowiązują różne jej kryteria: liczbowe, nominacyjne czy też desygnacyjne. W polskim prawie obowiązuje wyłącznie kryterium liczbowe.

 

Prof. dr hab. Jerzy Wratny z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, Instytut Nauk Prawnych PAN zgodził się z tezą o nadmiernym pluralizmie związków zawodowych (przywołał przykład PKP Cargo, gdzie funkcjonuje bodaj rekordowa liczba 283 związków), który jego zdaniem rodzi kilka podstawowych problemów, m.in. obniża zdolność organizacji związkowych do reprezentowania pracowników, powoduje gorsze traktowanie przez pracodawców i zmniejsza ich skuteczność działania, przedłuża procesy decyzyjne a także powoduje wzrost kosztów po stronie pracodawcy, który – dzięki nadmiernej ich liczbie – może nimi stosunkowo łatwo manipulować. – Rozwiązaniem tych wszystkich bolączek miało być ustanowienie reprezentatywności związków zawodowych. Jesteśmy na dobrej drodze ku temu, choć procedura wybierania reprezentatywnych związków ciągle jest skomplikowana. Przepisy ciągle nie chronią przed powstawaniem wielu takich organizacji. Wystarczy powiedzieć, że w KGHM jest ich aż 18 – podkreślił prof. Wratny. Dlatego też pojawiły się propozycje zaostrzenia kryteriów działalności reprezentatywnych związków zawodowych. Jedną z nich jest zwiększenie liczby członków do 25 proc. całej załogi czy też tworzenie łączonych reprezentacji – związki wyłaniałyby pośród siebie przedstawicieli, którzy negocjowaliby z pracodawcą. Innym pomysłem jest wyłonienie reprezentatywnego związku zawodowego w drodze tajnego głosowania – ten, który uzyska największą liczbę głosów pracowników, miałby mandat do rozmów z pracodawcą. Wadą wszystkich tych rozwiązań jest to, że żadne z nich doprowadzi do reprezentowania wszystkich pracowników.

 

Sławomir Adamczyk z „Solidarności” podkreślił, że wyraźne preferowanie jednej organizacji związkowej doprowadzi do niechybnej eskalacji demagogii i żądań nie do przyjęcia przez pracodawcę. Przytoczył przykład kopalni węgla Budryk, gdzie mało znaczący związek doprowadził do sporu zbiorowego. – Warto się zastanowić nad wzmocnieniem wspólnej reprezentacji związków zawodowych, która z jednej strony da szansę rozwoju poszczególnych organizacji, z drugiej zaś da możliwość szerokiego reprezentowania pracowników. To kierunek, w którym warto podążać – podkreślił Adamczyk. Nie zgodził się z tezą wiceprezydent Pracodawców RP, Ady Kostrz-Kosteckiej która stwierdziła, że wspólna reprezentacja związkowa nie ograniczy rozproszenia związkowego i podał przykład grupy Żywiec, w której podobny układ znakomicie funkcjonuje.

 

Obecni podczas debaty Andrzej Węglarz, Przewodniczący Zarządu Związku Pracodawców Przemysłu Hutniczego oraz Andrzej Wyrzykowski, przedstawiciel Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa przedstawili sposób działania związków zawodowych w swoich zakładach. Andrzej Węglarz podkreślił, że ucieranie wspólnego stanowiska odbywa się podczas spotkania tzw. zespołu roboczego, w którego skład wchodzi kilkunastu związkowców. Później wspólne stanowisko przedstawiane jest na tzw. zespole centralnym. – Ciągle jednak siedzimy na bombie, ponieważ na zespole centralnym nawet najmniejszy związek może zgłosić swoiste liberum veto – powiedział Węglarz i przytoczył przykład Huty Katowice, gdzie po uzgodnieniu z trzema największymi związkami najważniejszych punktów porozumienia, niewielki związek storpedował wejście w życie tego dokumentu. – Postulujemy, by reprezentatywna była ta organizacja, która zrzesza odpowiedni procent załogi lub też ta, która jest najliczniejsza. Oczywiście – reszta organizacji związkowych może działać, ale dogadujemy się tylko z jedną – podkreślił Węglarz.

 

Z kolei Andrzej Wyrzykowski zwrócił uwagę na to, że także zbyt wysoki próg procentowy może rodzić kłopoty. – Jeśli przyjmiemy, że reprezentatywna będzie ta organizacja, do której należy np. 25 proc. załogi, to w mojej firmie takiej organizacji nie będzie, bowiem w PGNiG najliczniejsza z nich skupia 20 proc. załogi, a następne mają po 10-12 proc. – powiedział Wyrzykowski, dodając przy tym, że takie wskazanie pracowników w tajnym głosowaniu może być niebezpieczne. – Co w przypadku, gdy wskazana zostanie ta organizacja, która zrzesza 10 procent załogi? – pytał retorycznie Wyrzykowski.

 

Tomasz Kuydowicz ze Związku Pracodawców Polska Miedź stwierdził, że obie strony muszą podchodzić do siebie z dużą dozą racjonalności, by nie było licytowania się związków zawodowych na populistyczne i nie do spełnienia żądania wobec pracodawców. – Zgadzam się, że tajne wybory mogłyby stać się polem do eskalacji żądań, ale wolałbym, żeby taki koncert życzeń był raz na cztery lata, a nie ciągle – powiedział Kuydanowicz. Dodał także, że dobrym pomysłem może być koalicja związków zawodowych, która stała by się reprezentatywna. – Niezależnie od wszystkiego trzeba coś zrobić, bo dziś sytuacja jest niebezpieczna – zakończył.

 

Pluralizm związkowy przywrócono w Polsce w 1989 r. Gwarantuje go zarówno Konstytucja, jak i ustawa o związkach zawodowych z 1991 r. Powołanie nowej organizacji związkowej w zakładzie pracy wydaje się stosunkowo proste. Wystarczy uchwała 10 pracowników i zgłoszenie wniosku do krajowego rejestru sądowego w ciągu 30 dni od jej podjęcia. Jeśli organizacja wchodzi w skład wyższej struktury (na poziomie krajowym), statut takiego związku reguluje założenie organizacji zakładowej. Pomimo formalnie dużej łatwości powstania związków zawodowych w firmach, tzw. stan uzwiązkowienia nie jest wysoki. W ciągu ostatnich 20 lat jego poziom obniżył się z ok. 80 proc. pracowników do ok. 14 proc.