English English
7 tysięcy firm, blisko 3 miliony zatrudnionych
Zakładki 1

Wyszukiwarka

Strona główna Aktualności
Zakładki 3
zakladki_video

Aktualności

DRUKUJ

Co hamuje rozwój telepracy

13-10-2011

Zatrudnianie pracowników w formie telepracy zyskuje coraz większą popularność - eksperci oceniają, że z tej formy zatrudnienia korzysta już na całym świecie ok. 60 mln osób. W UE z tego dobrodziejstwa korzysta kilkanaście procent zatrudnionych, tymczasem w Polsce jest to zaledwie 3,2 proc. O tym, co hamuje rozwój telepracy w naszym kraju, dyskutowano podczas zorganizowanej przez Pracodawców RP debaty z cyklu „Czwartki na Brukselskiej”.


W USA w 1990 r. ponad 2,5 miliona osób pracowało w formie telepracy. W 2006 r. liczba ta wzrosła już do ok. 30 milionów. Co więcej - amerykańscy badacze rynku pracy zakładają, że do 2015 r. już 52 proc. ogółu zatrudnionych będzie częściowo pracować w systemie telepracy. - Nic dziwnego, że telepraca rozwija się w tak szybkim tempie. Korzyści z tej formy zatrudniania odnoszą zarówno pracownicy jak i pracodawcy. Ci pierwsi mogą zyskać równowagę między karierą zawodową a życiem prywatnym, nie bez znaczenia jest mniejszy stres. Telepraca jest ważna także dla osób mniej mobilnych. Z kolei pracodawcy mogą zmniejszyć koszty związane z przygotowaniem stanowiska pracy i absencją chorobową, zyskują także wzrost efektywności pracy. Telepraca jest też ważna dla środowiska naturalnego i społeczeństwa – rozładowanie korków ulicznych i wypadków drogowych, zmniejszenie zanieczyszczenia środowiska – powiedziała podczas debaty ekspert Pracodawców RP, Wioletta Żukowska.


W Polsce ten rodzaj zatrudniania ciągle nie zyskuje takiej popularności jak w USA czy Unii Europejskiej. Winę za ten stan rzeczy ponosi przede wszystkim złe prawo. - Zbyt szczegółowe obowiązki nałożone na pracodawców z zakresu BHP oraz reglamentacja stanowisk, które mogą być organizowane w systemie pracy zdalnej, to główne bariery hamujące rozwój telepracy w Polsce - powiedziała Wioletta Żukowska, co podkreślali także uczestnicy debaty. Wśród czynników ograniczających rozwój tej formy zatrudnienia wymieniali m.in. niską elastyczność rynku pracy, problem z dostępem do nowoczesnych technologii oraz brak ułatwień prawnych dla zatrudniania w systemie telepracy kobiet na urlopach wychowawczych oraz osób niepełnosprawnych.

 

Obecna na debacie Barbara Surdykowska, ekspert Solidarności, podkreślała, że żadne zmiany prawne niewiele zmienią, jeśli nie zburzy się barier leżących głównie w sferze mentalnej, i to po obu stronach – pracodawców i pracowników. - Pracownicy boją się, że po wprowadzeniu telepracy stracą kontrolę nad pracownikiem, który będzie pracował nieefektywnie – powiedziała Surdykowska. Jej zdaniem ważną barierą we wprowadzaniu tej formy zatrudnienia jest kwestia dostępu do Internetu. - Inaczej wygląda to z perspektywy Warszawy i innego dużego miasta, inaczej z punktu widzenia Polski B – dodała ekspert Solidarności. Uważa ona, że zmiana podejścia do telepracy będzie długofalowym procesem. - Chcemy, by warunki pracy były racjonalne, z drugiej strony kwestia BHP jest zapisana w Konstytucji – powiedziała Surdykowska w nawiązaniu do dyskusji o często absurdalnych przepisach.- Mam nadzieję, że rządzący zrozumieją, że najwyższy czas zmienić złe prawo, które nie pozwala rozwijać tej formy zatrudnienia – powiedział Witold Polkowski, doradca Pracodawców RP. - Bardzo trudno przeprowadzić rozwiązania systemowe przez parlament, dlatego próbujemy robić to metodą małych kroków. Telepraca to przyszłość, w mojej opinii w przyszłości osiągnie poziom 15-20 proc. zatrudnionych. Nie można jej organizować w systemie zero-jedynkowym – tzn. część pracy wykonuje się w firmie, część w domu, bo to nie będzie się opłacało pracodawcy ze względu na konieczność stworzenia de facto dwóch stanowisk pracy. Żeby tę niechęć przełamywać, należy pokazywać pracodawcom korzyści płynące z telepracy – dodał doradca Pracodawców RP.

 

Zdaniem radcy prawnego Pawła Korusa, byłego sędziego Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, prawo nie zachęca do tworzenia telepracy, począwszy od czasu pracy, na delegacjach służbowych skończywszy.

 

Paneliści podkreślali także fakt, iż z jednej strony bez zachęt podatkowych telepraca nie będzie się rozwijać, z drugiej zaś pracodawcy i organizacje związkowe nie mają wpływu na wydatkowanie środków z Funduszu Pracy na telepracę.

 

W zgodnej opinii na telepracy powinni zyskać przed wszystkim niepełnosprawni. - Od chwili, gdy pojawiły się przepisy o telepracy, czyli od 2007 r., niepełnosprawni skorzystali z tej formy zatrudnienia, choć ich odsetek nie jest imponujący – powiedział doradca prawny z Polskiej Organizacji Osób Niepełnosprawnych, Mariusz Brząkowski.

 

O eksperymentach z telepracą w swoich firmach mówili też pracodawcy. - Rozpatrywaliśmy możliwości wprowadzenia tej formy zatrudnienia, ale z powodu wielu problemów nic z tego nie wyszło – powiedziała Grażyna Kot, dyrektor działu organizacyjno-personalnego Totalizatora Sportowego. – Moim zdaniem, by telepraca miała sens, należałoby dokonać zmian w przepisach i wprowadzić zachęty finansowe dla pracodawców, którym chce się taką firmę zatrudnienia stosować – dodała Kot.

 

Krzysztof Inglot, dyrektor działu rozwoju rynków z Work Service powiedział z kolei, że w jego firmie w formie telepracy zatrudniona jest ponad setka osób. - Moglibyśmy zatrudnić ich piętnaście razy więcej. Problemów jest jednak mnóstwo – chociażby jak rozliczyć i zewidencjonować czas pracy, jak przeprowadzić rekrutację, bo przecież ludzie mieszkają w różnych miejscach w Polsce, jak rozwiązać kwestię kontroli? – powiedział Ingot. W jego opinii nawet lekkie popuszczenie regulacji byłoby zbawienne dla osób zatrudnionych w domu. – Dziś już przy pierwszej kontroli PIP jesteśmy ugotowani – powiedział przedstawiciel Work Service.

 

Z kolei zdaniem dyrektora Intela na region Europy Centralnej i Wschodniej, Tomasza Klekowskiego, powinniśmy mówić o telepracy jako o elastycznej formie zatrudnienia. Jego zdaniem najwięcej barier leży po stronie zarządzania i budowania zaufania pomiędzy pracodawcą a pracownikiem.

 

Moderująca całą debatę mecenas dr Monika Gładoch podkreśliła natomiast fakt, iż w kodeksie pracy definicja telepracy jest bardzo wąska. - Może warto przekonywać rządzących, że nie zawsze wszystko musi być zapisane, że warto zarysować tylko ogólne założenia – proponowała mecenas Gładoch. Jej zdaniem kluczowa sprawą są mentalne zmiany, które doprowadza do zaufania obu stron – pracodawców i pracowników. – Państwo bardziej życiowymi, odformalizowanymi przepisami powinno wspierać pracodawców przy wdrażaniu telepracy – powiedziała na zakończenie mecenas Gładoch.