English English
7 tysięcy firm, blisko 3 miliony zatrudnionych
Zakładki 1

Wyszukiwarka

Strona główna Aktualności
Zakładki 3
zakladki_video

Aktualności

DRUKUJ

Rosnąca produkcja przemysłowa to jeszcze nie powód do optymizmu

19-10-2011

Zdaniem Pracodawców RP, chociaż produkcja przemysłowa rosła we wrześniu szybciej od przewidywań, warto jeszcze powstrzymać się z optymizmem.


- Lepsze od spodziewanych dane na temat wielkości produkcji przemysłowej w drugim, kolejnym miesiącu mogłyby cieszyć zwłaszcza po lipcowym wyhamowaniu. Nie można jednak potraktować ich jeszcze jako dowodu trwałego trendu wzrostowego w gospodarce - mówi ekspert Pracodawców RP ds. gospodarczych, Olga Dzilińska. Jej zdaniem trzeba bowiem zwrócić uwagę na trzy kwestie. Po pierwsze, produkcja przemysłowa we wrześniu wzrosła wprawdzie o 7,7 proc. w ujęciu rocznym (po wzroście o 8,1 proc. w sierpniu), ale takie skoki dynamiki zdarzały się czasami w przeszłości, m.in. w 2008 r. (kwiecień i wrzesień), mimo że ogólna tendencja była wyraźnie spadkowa.

 

Po drugie, po wyeliminowaniu czynników sezonowych dynamika przedstawia się już mniej imponująco: w ujęciu rocznym wyniosła 7,1, a nie 7,7 proc., a w ujęciu miesięcznym tempo wzrostu spadła z 13 proc. do zaledwie 1,9 proc. Warto zauważyć także duże tempo inflacji. Ceny produkcji przemysłowej we wrześniu wzrosły o 8,1 proc. rok do roku, a w ujęciu miesięcznym ceny produkcji wzrosły o 1,4 proc.

 

Po trzecie, dane o produkcji stoją w sprzeczności z raportem PMI, który wskazywał na to, że spadają zamówienia zagraniczne, co powinno negatywnie wpłynąć na produkcję polskich firm. - Być może na razie przedsiębiorstwa wciąż realizują zamówienia wynikające z wcześniej zawartych kontraktów i spadek popytu ujawni się dopiero w kolejnym miesiącu - mówi Olga Dzilińska.

 

Trzeba pamiętać, że spadek popytu wynika z wciąż słabej koniunktury w Unii Europejskiej. Przedłużający się kryzys finansów publicznych w krajach strefy euro grozi dalszym spowolnieniem gospodarki.

- Być może polskie firmy będą w stanie radzić sobie ze słabszą koniunkturą: znajdując nisze rynkowe i wypierając z nich większych i droższych zagranicznych konkurentów. Zjawisko to wystąpiło podczas pierwszej fali kryzysu, w 2009 r. W podobny sposób, zresztą, małe i średnie przedsiębiorstwa działały też na rynku krajowym. -

mówi Olga Dzilińska.