English English
7 tysięcy firm, blisko 3 miliony zatrudnionych
Zakładki 1

Wyszukiwarka

Strona główna O nas Media o nas
Zakładki 3
zakladki_video

Media o nas

DRUKUJ

„Rzeczpospolita”: Pora skończyć z polskim „jakoś to będzie”

12-01-2015

- Jesteśmy dumni ze zmian, jakie zaszły w naszym kraju w ciągu ostatnich 25 lat. Warto, aby normalność i przewidywalność zagościła także w służbie zdrowia - pisze prezydent organizacji Pracodawcy RP.

 

Podobno Superman, aby zachować klasę i styl zawsze przybywa w ostatniej chwili. W ostatniej chwili nie oznacza jednak o pięć minut za późno. Bo wtedy z nadczłowieka zamienia się w jegomościa, który spóźnia się na pociąg i na pocieszenie stwierdza "lepiej późno niż wcale". Trudno nie odnieść wrażenia, że w takiej sytuacji znaleźli się autorzy ubiegłotygodniowego porozumienia pomiędzy Ministerstwem Zdrowia a lekarzami z Porozumienia Zielonogórskiego.

 

Piętnaście procent zamkniętych przez tydzień poradni, stres pacjentów, nakręcana przez media panika, inwektywy. Aby rozwiązać to wszystko, wystarczyło piętnaście godzin rozmów.

 

To charakterystyczne, że w sprawie zielonych kart, pozwalających pacjentom z podejrzeniem nowotworu na omijanie kolejek, zdecydowano się na powołanie zespołu, który dopracuje szczegóły rozwiązania. W przypadku przeniesienia części opieki dermatologicznej i okulistycznej wystarczyło się zgodzić na szczegółowe ustalenie, jakich dokładnie schorzeń będzie to dotyczyło. Wygląda więc na to, że sukces osiągnięto dzięki temu, że w ogóle zaczęto normalnie rozmawiać. Czy naprawdę tych spraw nie dało się przegadać wcześniej? Kompleksowo, bez pośpiechu i stresu?

 

Lekarze nasłuchali się na swój temat wiele przykrych słów, także od mediów. Czy słusznie? Słyszeliśmy na przykład, że szantażują ministerstwo co roku. Na 11 lat istnienia Porozumienia Zielonogórskiego zamykanie gabinetów zdarzyło się trzykrotnie. Słyszeliśmy, że lekarzom nie zależy na losie pacjenta. Więc komu ma służyć wynegocjowana przez nich rezygnacja ministerstwa z nałożenia obowiązku wybierania lekarza rodzinnego przy każdej kolejnej wizycie przez osoby pracujące na innych umowach niż stałe? Dzięki temu uniknęliśmy oczywistej dodatkowej biurokracji i galimatiasu w NFZ. A komu ma - jak nie pacjentom - służyć postulat powołania instytucji koronera, który będzie stwierdzał zgon? Dzięki temu nie będzie się tym zajmował lekarz rodzinny w czasie, kiedy pod jego gabinetem będzie rosła kolejka.

 

W tym miejscu trzeba zadać kluczowe pytanie - czy naprawdę nie można rozmów rozpocząć wcześniej, np. w październiku? Dlaczego ministerstwo upiera się od lat, że umowy trzeba negocjować co rok, zawsze pod presją czasu? Czy projekty umów muszą być dostępne na ostatnią chwilę? I najważniejsze - dlaczego urzędnik, a za nim część mediów wciąż wierzą, że wiedzą lepiej, niż ten, którego dotyczy dana decyzja?

 

Pytam, bo kolejny raz słyszę zachwyty, że znów się udało. Że minister poradził sobie z problemem. Warto przypomnieć w tym miejscu żart Kisiela, że socjalizm to taki ustrój polityczny, w którym rozwiązuje się problemy nieznane nigdzie indziej. Przywołuję ten żart, bo chciałbym, żeby polski system ochrony zdrowia po prostu działał sprawnie. Wiem, że nigdzie na świecie ludzie nie są w pełni zadowoleni z oferowanej opieki zdrowotnej. Ale są takie miejsca, które przywołuje się jako wzór. Chciałbym, aby każdy pacjent wiedział, gdzie ma się udać po pomoc 1 stycznia o godzinie 00.01. Żeby każdy lekarz wiedział, za ile pracuje, jakie dokumenty ma wypełnić, gdzie je przesłać. Pora skończyć z polskim "jakoś to będzie" w ochronie zdrowia. Bo wszyscy płacimy za to dużą cenę. I nie chodzi tylko o pieniądze, ale także o stres, czasem niestety życie. Jesteśmy dumni i słusznie ze zmian, jakie zaszły w naszym kraju w ciągu ostatnich 25 lat. Warto, aby normalność i przewidywalność zagościły także w służbie zdrowia. Zacznijmy zmiany już dzisiaj. Bo do następnego sylwestra zostało już niedużo czasu, biorąc pod uwagę dotychczasowe tempo prac.